Jump to content

Jak stworzyć zdrowy mikroklimat w domu i nie zwariować przy małym metrażu

From Delos Campaign

Jednym z największych hitów, które widzę u klientek i na targach wnętrzarskich, jest ciepły, ziemisty róż. Nie ten cukierkowy, ale taki z domieszką brązu, przypominający wypaloną cegłę lub suszone płatki róży. Cudownie współgra z tapicerką welurową, która nabiera wtedy aksamitnego blasku. Jeśli macie kanapę z funkcją spania w odcieniu musztardy lub granatu, taki róż na ścianie zrobi za tło jak z katalogu. Sprawdza się też w małych sypialniach, gdzie brakuje miejsca na garderobę. Nakładasz go na trzy ściany, a czwartą zostawiasz białą i pokój wydaje się większy. Co ważne, nie rzuca się w oczy, a tworzy atmosferę spokoju. Używam go w swoim salonie od dwóch lat i ani razu się nie znudził. Do tego świetnie maskuje lekkie nierówności ścian, które w starym budownictwie są na porządku dziennym.

Podsumowując tę myśl, poduszki dekoracyjne to nie tylko ozdoba, ale też funkcjonalne narzędzie w aranżacji wnętrz. Przez lata nauczyłam się, że dobrze dobrane poduchy mogą zamaskować wady stelarza listwowego w sofie, dodać koloru szarej tapicerce welurowej czy sprawić, że wersalka stanie się wygodniejsza dla gości. W moim mieszkaniu mam ich teraz osiem – cztery w salonie, dwie w sypialni i dwie w przedpokoju na ławce. Każda z nich ma swoją historię i cel. I choć na początku wydawało mi się, że to fanaberia, dziś nie wyobrażam sobie wnętrza bez tych kilku miękkich akcentów. Jeśli jeszcze nie macie poduszek dekoracyjnych, spróbujcie – zaczyna się od jednej, a kończy na całej kolekcji.

Kiedy odwiedzają mnie goście na noc, doceniam jeszcze jedną zaletę tego rozwiązania. Kanapa z funkcja spania w salonie zajmuje miejsce, ale nie ma żadnego schowka. Dlatego w sypialni mam łóżko z pojemnikiem, a w salonie stoi wersalka, która służy głównie do siedzenia. Gdy ktoś zostaje na noc, wyciągam z pojemnika zapasową pościel i poduszki – wszystko mam pod ręką, bez szukania po szafach. To szczególnie ważne, gdy mieszkanie ma 45 metrów i każdy centymetr musi pracować na dwa etaty.

Kiedyś myślałam, że poduszki dekoracyjne to fanaberia, coś dla osób z ogromnymi domami i stertami gotówki. Ale prawda jest taka, że w bloku na 40 metrach kwadratowych one działają cuda. Pamiętam, jak po przeprowadzce do pierwszego własnego M2 miałam wielki problem z gośćmi na noc. Wersalka, którą dostałam od rodziców, była niewygodna, a brakowało mi miejsca na przechowywanie dodatkowej pościeli. Wtedy odkryłam, że poduszki dekoracyjne mogą pełnić funkcję tymczasowego zagłówka lub oparcia, gdy ktoś śpi na rozkładanej kanapie. Dziś, gdy mam już solidne łóżko z pojemnikiem na pościel, wciąż używam poduch jako soft backupu dla znajomych, którzy zostają na dłużej. To takie proste, a ratuje tyle kłopotów.

Kolejny trend, który totalnie podbił moje serce, to butelkowa zieleń w połączeniu z naturalnym drewnem i bielą. To kolor, który dodaje charakteru nawet najprostszemu wnętrzu. Wyobraźcie sobie ścianę w przedpokoju, gdzie codziennie rzucacie klucze i kurtki. Zamiast białej, która po roku wygląda na brudną, malujecie ją na głęboki odcień leśnego mchu. Nagle przestrzeń zyskuje elegancję. Do tego świetnie komponuje się z roślinami doniczkowymi, które ożywiają wnętrze. W jednym z mieszkań, które urządzałam, klientka miała problem z wąskim korytarzem bez okna. Zastosowaliśmy zieleń na jednej ścianie, a naprzeciwko powiesiliśmy duże lustro. Efekt? Korytarz stał się głębszy i bardziej zapraszający. Pamiętajcie tylko, żeby w takich miejscach użyć farby z połyskiem, która odbija światło. To prosty trik, a robi ogromną różnicę.

Nie mogę pominąć koloru, który wraca do łask z wielką pompą. To błękit, ale nie ten niebiański, tylko głęboki, granatowy, czasem z nutą fioletu. Nazywam go błękitem o północy. Wspaniale sprawdza się w sypialniach, gdzie chcemy wyciszyć się po dniu pełnym wrażeń. Na takim tle meble z jasnego drewna czy biała rama łóżka wyglądają niezwykle elegancko. Co więcej, ten kolor optycznie oddala ściany, więc w małym pokoju daje wrażenie przestronności. U jednej z klientek, która narzekała na brak miejsca na posciel w gościnnym pokoju, zrobiliśmy granatową ścianę za rozkładaną sofą. Efekt był taki, że goście nie chcieli wychodzić, bo pokój wydawał się przytulny jak w domku nad morzem. Do tego dodałam kilka poduszek w żółte wzory i lampkę z abażurem w kratkę. Proste, a działa.

Problemem często staje się przechowywanie pościeli i koców. Gdzie schować dodatkowy komplet, gdy szafy pękają w szwach? Rozwiązaniem okazuje się łóżko z pojemnikiem na pościel. Nawet jeśli nie planujesz spać na kanapie na co dzień, pojemnik pod materacem piankowym to skarb. Ja trzymam tam zapasowe kołdry, poduszki i letnie narzuty. Dzięki temu salon nie jest zawalony stertą tekstyliów. W przypadku wersalki, która stoi w pokoju dziennym, pojemnik ratuje sytuację, gdy brakuje miejsca w szafie. Wystarczy unieść stelaz listwowy i wszystko znika z oczu.